Sprawdź, jak udało mi się pokonać trądzik!

141Od zawsze byłam przeciwniczką tabletek – jakichkolwiek! Tych przeciwbólowych również! Po prostu brałam je tylko wtedy, gdy nie było wyjścia, np. wtedy gdy ból głowy uniemożliwiał mi normalne funkcjonowanie. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy dzięki tabletkom udało mi się pokonać trądzik.. I pisze to świadomie, bo od sześciu miesięcy na mojej twarzy nie pojawiała się ani jedna krosta!!!!
Oczywiście nie było tak, że kupiłam pierwsze lepsze tabletki na trądzik i po problemie. Chociaż jest w tym ziarenko prawy. Otóż na początku mojej walki o idealną cerę  kupiłam  Visaxinum – od tak bez zastanowienia, reklamują to biorę… No i brałam przez trzy miesiące… Efekty były marne….oj marne!

Nie dość, że Visaxinum nie uporał się ze starymi pryszczami, to nasilił powstawanie nowych!
Przed rozpoczęciem kuracji Visaxinum walczyłam tylko krostami na twarzy… Teraz borykam się z trądzikiem na całym ciele!!! Moje plecy wyglądają strasznie! Na samą myśl o wakacyjnym wyjeździe robi mi się niedobrze!!! Byłam załamana! Osiągnęłam odwrotny efekt od zamierzanego! Sama nie wiedziałam, co mam robić…. Zewnętrzna pielęgnacja (kremy, toniki, maści) również nie przynosiła rezultatów. Zaczęłam zastanawiać się nad kuracją hormonalną. Podobno tabletki antykoncepcyjne są bardzo skuteczne w walce z trądzikiem, ale z drugiej strony… Bałam się hormonów. W końcu to nie zabawa. Takie leki poważnie ingerują w nasz organizm! Niektórzy chwalą sobie sterydy, ale ja miałam z nimi niezbyt dobre doświadczenia, a konkretnie z jednym. Swojego czasu stosowałam Izotek, który całkiem nieźle poradził sobie z moimi krostami, ale po dwóch miesiącach od odstawienia tego leku, znowu pojawił się wysyp pryszczy.. Więc nie widziałam w tym najmniejszego sensu….
W  dalszym ciągu byłam skazana na tabletki na trądzik bez recepty. Szczerze mówiąc, to ich wybór jest dość ograniczony. Weszłam na stronę jednej z aptek i ku mojemu zdziwieniu znalazłam tylko 2 preparaty na trądzik!!!

02

Dlatego postanowiłam poszukać czegoś w necie…

Przeglądałam fora internetowe, blogi urodowe i w końcu znalazłam – suplement diety Nonacne, który jest bardzo popularny w Niemczech, ale na szczęście bez problemu kupimy go w naszym kraju. Nonacne ma nawet polską stronę. Także te osoby, które nie znają niemieckiego nie muszą się obawiać. :) Skład tabletek Nonacne rzeczywiście różni się od tego, który znajdziemy w polskich preparatach. Do tej pory nie spotkałam się z czymś takim, jak Sarsaparilla czy Trifolium pratense L – czyli ekstrakt z koniczyny. Okazało się, że te substancje naprawdę mają moc. Są doskonałym źródłem magnezu, krzemu, potasu i cynku, czyli składników niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. A w końcu to właśnie nasza skóra jest odzwierciedleniem tego, co dzieje się u nas w organizmie… Wszelkiego rodzaju niedobory odbijają się na wyglądzie naszej cery. Kupiłam jedno opakowanie. Co prawda w pakiecie wychodzi taniej, ale na skutek moich wcześniejszych doświadczeń, wolałam zachować ostrożność. Zgodnie z instrukcją dołączoną do opakowania tabletek Nonacne, brałam dwie kapsułki dziennie. Na szczęście nie zaobserwowałam żadnych skutków ubocznych… :) Tylko te pozytywny, które pojawiły się bardzo szybko, bo 10 dniach! Skóra mojej twarzy przestała się w końcu świecić, a ja mogłam zrezygnowałam z używać bibułek matujących!! Od których byłam uzależniona!!! Mniejsze krostki zaczęły znikać, a te większe stały się mniej widoczne. Po jednym opakowaniu moja skóra wyglądała już praktycznie, tak jakbym chciała, ale w celu osiągnięcia w pełni satysfakcjonujących efektów, zamówiłam jeszcze jedno opakowanie! Co okazało się bardzo dobrym pomysłem! Po dwóch miesiącach z Nonacne w końcu udało mi się pokonać trądzikiem, z którym walczyłam od kilku lat!!

I jeszcze jedna mała rada na koniec: ograniczcie czekoladę i ogólnie niezdrowe jedzenie, to też pomaga 😀 Wszystkim, którzy przeczytali mój wpis do końca serdecznie gratuluję i życzę wygranej walki z trądzikiem!:D